Marzenia...
Każdy z nas marzy chyba o swoim docelowym miejscu. Oczywiście fajnie jest mieć tylko dwadzieścia przedmiotów, nie chomikować, być niezależnym od miejsca...
A jednak! Założę się, że każdy przez chwilę przynajmniej myśli o własnym kawałku świata.
W moim świecie zawsze była to poniemiecka chałupa do remontu.
Założyliśmy sobie z Myszą, że będzie to "coś" w promieniu 35 km od Świdnicy. Obejrzeliśmy dziesiątki domów w realu, setki w sieci. Wielokrotnie przeżyliśmy zawód, wiele razy opadały nam ręce.
Przy przeglądaniu ogłoszeń wracał do mnie pewien bardzo źle obfotografowany budynek. W dodatku magiczne 5 km za granicą "35", ale...postanowiłam posłuchać kobiecej intuicji.
Jechaliśmy obejrzeć dwa inne, umówmy się na oglądanie tego.
Po drodze powiedziałam:
-Wiesz, czuję, że to miejsce nas zaskoczy. I faktycznie: stanęłam przed nim, popatrzyłam na i na dom, i na dąb i pomyślałam: Moje miejsce! Nasze miejsce.
Był 2 maja. Urodziny P.
Sudety. Mała wieś za Wałbrzychem, blisko granicy z Czechami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz